środa, 7 lipca 2010

Pocztowki z Indii...

Nie tylko pierwsze ulewy monsunu, ktory wreszcie rozpoczal sie w Delhi, zatrzymaly mieszkancow miasta w domach...
Partie opozycyjne polaczyly sily i zarzadzily w miniony poniedzialek ogolnokrajowy strajk "przeciwko wzrostowi cen" (powod niczego sobie...).
Opozycja: ten strajk to ogromny sukces, wreszcie wszyscy przejrza na oczy!
Partia rzadzaca (Kongres): ten strajk- przejaw glupoty i nieudolnosci- byl ciosem w zwyklych obywateli i niczego dobrego nie przyniesie!

Czyli norma. Jak wszedzie...

Czym to sie skonczy, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, ze byl to niewatpliwie najbardziej spektakularny strajk ostatnich lat, ktory sparalizowal w poniedzialek zycie we wszystkich najwiekszych miastach Indii.

W Delhi (i nie tylko) bylo tak: pozamykano szkoly, sklepy, centra handlowe, biura. Autobusy nie mogly przebic sie przez zablokowane ulice, palono kukly przedstawiajace rzadowych liderow, ustawiono blokady na najwazniejszych drogach dojazdowych do miasta oraz w samym miescie.

"To wszystko dla naszego wspolnego dobra", krzyczeli przedstawiciele BJP (Indyjskiej Partii Ludowej). Oni krzyczeli najdonosniej, choc nie tylko oni byli tam obecni.

Dla naszego wspolnego dobra tlum protestantow, wspierany pelnymi mocy przemowami i namowami liderow partii opozycyjnych, przebijal opony samochodow, motocykli i autobusow. Dla naszego wspolnego metra nie pozwalano ludziom wejsc do metra...

"Demokracja jest chyba dla nas jeszcze czyms nie do konca zrozumialym. Zachlysnelismy sie nia i tyle. Ciekawe kiedy nam spowszednieje...", zastanawia sie moj znajomy, ktory musial sobie wziac dzien wolny od pracy. Nie dojechal do biura...

Przez ostatnie dwa dni gazety o niczym innym nie pisza... No, moze jeszcze o tym, ze krykieter Dhoni- bozyszcze tlumow, nie tylko kobiet- ozenil sie.

A! i jeszcze o tym, ze: "Polska ma nowego prezydenta. Identyczny brat blizniak zmarlego tragicznie w kwietniu prezydenta Lecha Kaczynskiego, ktory mial nadzieje na przejecie po bracie wladzy w Polsce, odpadl w drugiej turze wyborow, pokonany przez Bronislawa Komorowskiego [tu calkiem duza fotka], pelniacego (jako marszalek sejmu) obowiazki prezydenta do czasu nowych wyborow."
No prosze, wiec te nasze wybory to news takze tutaj. Moze nie tak wielki jak slub krykietera Dhoniego, ale zawsze cos:)
A w ambasadzie w New Delhi na liscie glosujacych bylam 44. Coz za liczba...!
.

2 komentarze:

  1. Czterdzieści i cztery! I wszystko jasne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. lepsze to niż "liczba to bowiem człowieka"

    OdpowiedzUsuń