wtorek, 23 sierpnia 2011

Pocztowki z Indii...

Listy do redakcji- Anna po raz kolejny.

Lekture porannej gazety rozpoczynam od protestu Hazare. Kolejne strony- Anna Hazare. Anna Hazare prawie do samego konca (wylaczajac trzy ostatnie strony, ktore traktuja o sporcie- to sie chyba nigdy nie zmieni, chocby nie wiem jakie wazne rzeczy dzialy sie w kraju lub za granica;)).

Uwazniej przygladam sie ostatnio, wsrod tych wszystkich wiadomosci, kolumnie "Listy do redakcji".Nietrudno zgadnac czego dotyczy od tygodnia 95% listow do redakcji gazet codziennych. Otoz: Hazare!

Tylko proporcje "za i przeciw" zmieniaja sie troche. Jeszcze pare dni temu nie bylo ani jednego glosu czytelnikow "przeciw". Dzis juz zaczeli sie odzywac sceptycy.

Arundhati Roy, znana indyjska pisarka (m.in."Bog rzeczy malych"), aktywistka, dzialaczka, napisala obszerny atykul, w ktorym nie zgadza sie z metodami, ktore stosuje Anna Hazare, twierdzi ze jego krucjate nakreca "agresywny nacjonalizm", pisze wreszcie ze Anna i jego najblizsi "wspolpracownicy" pozostaja slepi i glusi na inne problemy ludzi w Indiach, na inne dramaty "zwyklego czlowieka", a tylko skupiaja sie (i to w sposob niedopuszczalny) na korupcji na najwyzszym szczeblu.

Artykul Roy opublikowany wczoraj, rozpoczal nieco ostrzejsza debate spoleczna.
Oczywiscie setki tysiecy popierajacych Hazare nadal go popieraja, w sumie nic sie nie zmienia, Anna nadal gloduje, a korupcja nadal "wielkim zlem jest"!
Ale w "Listach do redakcji", ktore ostatnio namietnie czytam (interesujace jest jak zmieniaja sie glosy czytelnikow, albo tez jak redakcja selekcjonuje napisane do niej listy;)), rozpoczela sie dosc smiala wymiana zdan i twarde komentarze do wydarzen ostatnich dni.

Z niektorymi nie sposob sie nie zgodzic, z innymi trudniej. Faktem jest, ze Anna Hazare domaga sie bardzo rygorystycznego prawa antykorupcyjnego. A to oznacza tez, ze "grupa starannie dobranych osob" bedzie miala- w duzym skrocie- prawo pozbawic wolnosci i majatku kazdego urzednika panstwowego (od premiera, przez parlamentarzyste do urzednikow nizszych ranga) jesli okaze sie, ze bierze on lub daje lapowki, lub ze ma z tym cokolwiek wspolnego.

Ludzie sa bezsilni I dlatego juz zli, zmeczeni, maja dosc, potrzebuja zmian I kogos kto ich zmobilizuje do dzialania I da jakas nadzieje na to, ze walka o zmiane systemu ma sens. Anna Hazare jest wlasnie takim “kims”, walczy ostro I nie ustepuje.

Zwolennicy: Tak!!! tylko takim twardym prawem jestesmy w stanie wyeliminowac korupcje z zycia publicznego.
Sceptycy: zaden czlowiek nie moze sam stanowic prawa i szantazowac rzad w taki sposob. Anna staje sie powoli “dyktatorem”. Poza tym zycie zwyklego obywatela nie zmieni sie ani na jote jesli w wiezieniu wyladuje za wziecie milionowej lapowki jakis parlamentarzysta.

Pewnie tak… Korpucja na “najnizszym szczeblu”, w stylu: jak nie dasz w kopercie (albo i bez koperty, tez przejdzie) 100 rupii, to bedziesz czekac na przeniesienie papierka z biurka jednego urzednika na biurko drugiego urzednika pol roku zamiast tydzien, nie zniknie, dopoki nie zmieni sie mentalnosc ludzka. A to chyba wymaga jakiejs potezniejszej niz strajk pracy u podstaw…

Faktem jest, ze od tygodnia media nie zwracaja uwagi na nic innego co dzieje sie w kraju (newsem numer jeden jest Anna i jego glodowka). Za to wlasnie, za te cala “szopke wokol Hazare I jego grupy” dostaje sie mediom mocno po uszach od Arundhati Roy.
Ale tez coraz czesciej ludziom przypomina sie przy tej okazji (przy okazji strajku Hazare) o innych protestujacych w innycha czesciach Indii. Protestujacych przeciwko niesprawiedliwosci, przeciwko lamaniu prawa przez wladze, przeciwko nieczulosci na ludzkie cierpienie. A komu sie to wszystko “przy okazji” przypomina- autorom listow do redakcji. Szkoda, ze nie samej redakcji…
Fakt, zapomnialam- przypomina sie takze Arundhati Roy, ktora we wspomnianym artykule, zrzyma sie i wyraza zal, nawet z nutka obrzydzenia, ze uwaga mediow i calych Indii (takze coraz wiekszej rzeszy Hindusow I nie-Hindusow na calym swiecie) skupia sie na antykorupcyjnym protescie Hazare. Porownuje jego protest z glodowka Irom Sharmili z Manipuru. I nietrudno sie domyslec, jak blado wypada w tym porownaniu Hazare…

Irom Sharmila miala 38 lat, gdy w 2000 roku (!!!) rozpoczela glodowke az do smierci. Protestuje przeciwko totalnie niedemokratycznej ustawie dajacej w Manipurze nieograniczone prawa silom zbrojnym. Wojsko korzysta z tych ‘przywilejow’ i zamienia zycie mieszkancow Manipuru (przeciez obywateli demokratycznych Indii!) w pieklo na ziemi. Ludzie boja sie po zmroku wyjsc na ulice, zyja bez wody, elektrycznosci I boja sie przeciw temu protestowac- grozi im najgorsze. A wszystko “zgodnie z prawem”. Irom Sharmila od ponad 10 lat zada zniesienia tych niemajacych nic wspolnego z demokracja nieograniczonych praw wojska I wladz Manipuru. Co na to rzeczone wladze? Sharmila zostala aresztowana, i jako wiezniarka przebywa w szpitalu w stolicy Manipuru- Imphal. Jest sila karmiona, co roku uwalniana i po chwili aresztowana ponownie (gdyz nie zamierza przerwac glodowego strajku). Sharmila dostala nagrody za swa niestrudzona walke, ale… co to zmienilo…? Nie stoi za nia zadna organizacja, zadna grupa (jakas, powiedzmy, Team Sharmila- analogicznie do Team Anna, jak zwa grupe najblizszych wspolpracownikow Anny Hazare).
Jej protest trwa juz na tyle dlugo I jest tak daleko od stolicy kraju, ze zostal po prostu zapomniany, albo moze- co moze nawet straszniejsze!- spowszednial...

Teraz zaczal pojawiac sie w “Listach do redakcji”. Moze zajmie sie nim tez czesc redakcji? To dobry moment. Anna Hazare obudzil troche narod indyjski, w gotowosci postawil rzad i politykow, pewnie tez przestraszyl wielu skorumpowanych urzednikow, zwrocil (z wielkim medialnym wsparciem I hukiem) uwage na prawa obywateli Indii ustanowione w konstytucji i byc moze ta uwaga przeniesie sie tez w te bardziej zapomniane rejony kraju (nie tylko przeciez do Sharmili do Manipuru, ale do wielu innych “zapomnianych” miejsc i “zapomnianych” ludzi).

Zajrzalam sobie “w siec”, postanowilam troche poszperac i dowiedziec sie ile ksiazek i artykulow napisala ostatnio Arundhati o Sharmili. Otoz- niewiele. Ostatnio tylko wlasnie w The Hindu w artykule “I’d rather not be Anna”. Nie twierdze oczywiscie, ze Arundhati Roy dopiero teraz przypomniala sobie o Sharmili,oczywiscie ze nie, ale te porownania i oskarzenia w jej ostatnim tekscie sa zbyt ostre i krzywdzace. Jesli ma Pani, droga Pani Roy, jakis pomysl na walke z korupcja, prosze walczyc! I prosze tez nie spodziewac sie ze 74 letni pan Hazare dzis zarzadzi kolejne glodowki w zwiazku z innymi, gnebiacymi narod i obywateli, problemami. Musialby chyba glodowac do konca swiata i jeden dzien dluzej! Ten pan, prosze Pani, obral sobie korupcje jako cel zniszczenia I robi co moze by to osiagnac. A ze ma wokol siebie odpowiednich ludzi (byla szefowo delhijskiej policji, ludzi mediow, znanych dzialaczy), moze dlatego robi tyle halasu. I czy to zle ze robi tyle halasu? Chyba raczej dla sprawy to dobrze…? Ale moze sie myle…

Nie bylo wystarczajaco duzo halasu wokol akcji oczyszczenia Gangi, i glodowki ktora w zwiazku z tym podjal pewien asceta z Haridwaru, 34-letniSwami Nigamananda. I jak sie to skonczylo…? Obeszlo sie bez halasu, a asceta umarl z glodu. Trzeba bylo, prosze Pani, o tym pisac, skoro pisze sie duzo, czesto, wystepuje w telewizji, chodzi na rozdania nagrod, protestuje, walczy jest sie aktywna i znana w swiecie osoba! A teraz prosze zostawic pana dziadka Hazare w spokoju, bo juz go zdazylam polubic!

No to sobie pogadalam z pania Roy. Nie, nie ludze sie wcale, ze mi odpowie;) Lepiej niech nie odpowiada, bo bede musiala zrobic wiekszy i powazniejszy ‘risercz’ niz tylko taki, ktory wystarczyl do ponarzekac sobie na to co napisala;))

A tymczasem Hazare nadal strajkuje, choc stan jego zdrowia troche sie dzis pogorszyl…
.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz